Archive for the ‘ Blog ’ Category

Nie

Nie chce mi się i już. Wszedłem tutaj żeby wreszcie coś tu poprawić ale mi się nie chce. Więc nie zrobię tu nic.

Siema!

Nowy semestr się dziś zaczyna, wraz z nim kolejna fala smutków i żali, które wypadałoby gdzieś uzewnętrznić zamiast je tłamsić w środku na darmo. Dlatego też ogłaszam wielki comeback mojej zajebistej osoby na moim zajebistym blogu. Przepraszam, że tak długo trwała moja nieobecność, ale miałem… yyy… no, pewne interesy do załatwienia. Brzmi to wiarygodnie?

No w każdym razie wróciłem aby rywalizować z emo martynką o miano najgorszego bloga w historii Internetu, więc teraz jest tak:

Fajnie, że przez ten czas kiedy nic się tutaj nie działo ilość odwiedzin tak bardzo się nie obniżyła. To tylko potwierdza moją teorię o tym, jakoby ludzie wchodzili tutaj tylko po to, żeby popatrzeć się na gołe panny. Właściwie to ich tu nie ma, ale tacy ludzie to desperaci i szukają wszędzie. Dlatego zwykle odwiedziny te są jednorazowe.

Tym, którzy jednak zdecydowali się przeczytać tutaj coś, również dziękuję. Największe słowa uznania należą się jednak tym, którzy coś skomentowali w przypływie weny twórczej. Ten nieoceniony wysiłek psychofizyczny jaki włożyli w wyrażenie swojego (najczęściej niepochlebnego, a więc wiedzeni irytacją i rozgoryczeniem moją głupotą) zdania na jakiś temat za pośrednictwem tutejszych komentarzy zasługuje na wszelkie uznanie.

Dzięki za to, że tak ochoczo komentujecie recenzję “Avatara”. Po jej lekturze dzisiaj dochodzę do wniosku, że jest słaba jak mechanicy Kubicy w Renault. Ale może to i dobrze – wystarczy napisać coś wyjątkowo durnego, aby wzbudzić zainteresowanie ludzi. Wiele osób tak robi karierę, zwłaszcza w polskim szoł biznesie, więc czemu nie ja? Ważnym plusem napisania czegoś kontrowersyjnego jest zainteresowanie gawiedzi, a przecież o to mi chodziło, cobym do siebie pisać nie musiał, tylko komuś dzień uprzyjemniał moim tekstem. Cóż, na razie prawie mi się udało – poza tym, że innym dzień raczej psuję.

W kwestii psucia dnia jeszcze – na dzisiaj zapowiadam trzecią część kwachowych niczym ogórki kiszone przez nasze babcie dowcipów, więc ci, którym mało mojej osoby na następne miesiące i ci, którym za mało jeszcze humor popsułem – zapraszam na wieczór!

404 New Posts Not Found

Przykro mi, że w ostatnim czasie nie popisuję się aktywnością jeśli chodzi o pisanie nowych treści na bloga. Dzisiaj też się nie popiszę specjalnie. Mam mnóstwo rzeczy na głowie, a wierzcie mi, nie są to rzeczy proste ani niepotrzebne. W swoich priorytetach stawiam tego blogaska dość wysoko, ale nie ponad zaliczeniem semestru na studiach. W związku z tym, że od października bimbałem ile tylko się dało, teraz pokutuję – nie mam nawet czasu dobrze zastanowić się nad typami bukmacherskimi. Musicie mi więc wybaczyć, moi Wierni Czytacze, być może już jutro wygospodaruję parę chwil. Zebrałem mnóstwo informacji do Niecodziennika, parę fajnych filmików i fotek, które pewnie już jutro okażą się przeterminowane (ach ten Internet), wszystko chciałbym okrasić ładnym tekstem, jak to mam w zwyczaju, ale to wymaga chwil paru. Toteż dzisiaj skromnie, jeden super kwasowy filmik z YouTube’a. Do usłyszenia!

PS A propos kwasów, przypominam, że już w piątek druga część Słodko-kwaśnych dowcipów. Wiem, że nie możecie się doczekać najsłabszych i najkwaśniejszych żartów, jakie można sobie wyobrazić, więc powoli zaczynam wybierać jakieś perełki, coby druga edycja gorszą od pierwszej się nie okazała.

Zmiany incoming

W lewym panelu przesunąłem wyżej dział “Kategorie”, zrobiłem też tam porządek (wystarczyło 20 wpisów, żebym porządnie nabałaganił). Mam nadzieję, że dzięki temu będzie z nich łatwiej korzystać, oraz, że już niebawem będzie to wygodne rozwiązanie do ergonomicznego (ważne słowo o którym uczyłem się dzisiaj 2 godziny) przeglądania zawartości strony. To zapowiedź zmian, jakie planuję wprowadzić już jutro. Być może wreszcie zacznę pisać do rzeczy. Trochę bardziej.

To właściwie tyle co mam do powiedzenia, więc żeby nie było tak nudno, parę głupot tu wrzucę. Dziwnym trafem to prawie zawsze zdaje egzamin – wystarczy napisać parę durnot, porzucać trochę mięsem i już się podoba. Eh.

Ostatnio przeglądałem głębsze statystyki bloga. Odkryłem parę ciekawych faktów. Najpierw najciekawsze hasła, jakie odwiedzający wpisywali w google trafiając na blog.soofka.pl. Aż strach myśleć, że a) ludzie mogą takie rzeczy wyszukiwać w poczciwym guglu, b) ów gugiel może do mego bloga w odzewie na te hasła odsyłać. A jednak to prawda.

- “poznański kulig”
- “youtube porno”
- “srogie porno” (chyba wypromuję to hasło w popkulturze)
- “mydła blog” (?)
- “zdaję sobie sprawę że mam dziwną japę pozwolę sobie coś wtrącić” (?!?!?)
- “kwaśne dowcipy” (ten chociaż dostał to, czego chciał!)
- “soofka” (bez kitu, kto by wpisywał takie hasło w google?)

Zauważyłem również, że wiele osób wciąż korzysta z Internet Explorera! Myślę, że to efekt elektryfikacji i internetyfikacji terenów wiejskich. Wobec tego obrazowe przedstawienie współpracy tej przeglądarki z całym Internetem. Trochę to przypomina współpracę polskich dróg z (niemieckimi) autami. Albo łódzkich drogowców z pługami śnieżnymi i piaskarkami.

A propos drogowców – jeśli chodzi o dobry, podsumowujący komentarz, który u mnie stanowił będzie puentę całego wpisu, to jak zwykle z pomocą przychodzi bash.

Leśny: Niedługo będzie symulator polskich piaskarek do dróg
Leśny: szybko się przechodzi
Leśny: nie można wyjechać z bazy

Dobranoc!

Nudny wpis

Uwaga, oto przed wami mega nudny wpis. Dlaczego znowu, zapytacie? Ano dlatego, że nic się na świecie nie dzieje, co by było warte komentowania. Nic. Totalnie nic. Null, zero interesujących rzeczy.

Ultratrudny tydzień został rozpoczęty małym failem na kolokwium z matmy oraz grubym missem na zakładach bukmacherskich (szczegóły w boxie obok). Na bloga dodałem archiwum typów, gdzie będę wrzucał poprzednie kupony i na razie nie zanosi się na to, abym był w stanie wykonać więcej pracy w tym zakresie. Praca cokolwiek artystyczna również leży, nie mam czasu nawet na przeczytanie książki, więc i nie mam co recenzować, a jakieś opowiadanie czy coś dłuższego wymaga więcej wolnego czasu. World of Warcraft musi poczekać na lepsze czasy, przykro mi, wiem, że level sam się nie wbije. Tym razem będzie musiał. Nawet nie mam co tutaj napisać, chciałbym was uraczyć czymś ciekawym z życia Internetu albo inną bzdurą, ale – i to mnie dopiero dziwi – dawno nic nowego nie widziałem. Jedyny ciekawy materiał, jak mogę tutaj zamieścić, to poznański kulig studencki. W sumie fajna inicjatywa, aczkolwiek wątpię, żeby w mojej ukochanej Łodzi ktokolwiek taką zabawę przeżył.

Więc może jakaś ciekawa nuta na pożegnanie? Cóż, przejrzę playlistę… Dobra, niech będzie Ace of Base – Wheel of Fortune. Wyszukane to to nie jest, nie dorasta do pięt Stachursky’emu i jego Dosko, ale chociaż jakoś tutaj pusto i smutno nie będzie. Wieczorem może zapoczątkuję kolejną, kultową serię, która dorówna zajebistością “Muzycznym bonusom” i “Kwasowym dowcipom”. Tytuł na razie zachowam dla siebie. Si ju lejter!

PS Ha, żartowałem. Nie ma żadnego PS.

Typy na niedzielę, 10.01

Niedziela to znakomity dzień na typowanie wyników. Wprawdzie za oknem śnieg i mróz, to niektóre piłkarskie ligi europejskie już rozpoczęły rundę wiosenną. Oczywiście należą do nich włoska i hiszpańska i to te dwie ligi dzisiaj obstawiam. Wprawdzie miałem zamiar obstawić coś w ramach Premiership, ale Anglicy się chyba porwali z motyką na słońce, bo styczeń u nich to nie jest najlepszy okres na grę w piłkę – prawie wszystkie mecze z wczoraj przełożono i nie zanosi się na to, aby dzisiaj miało być inaczej.

W każdym razie, oto moje typy na dziś.

Genoa vs Catania – 1 @ 1.75

Ciekawy mecz, w którym – jakimś cudem – kurs na zdecydowanego faworyta jest tak wysoki. Wszystko dlatego, że Genoa przeżywa ostatnio trudny okres (5 meczów z rzędu bez zwycięstwa), zaś Catania odbija się od dna (wygrana z Bologną u siebie przed kilkoma dniami oraz z Juventusem na wyjeździe tuż przed świętami). Mimo wszystko nadal faworytem są gospodarze. Wygrana z Juve była pierwszą wygraną Catanii na wyjeździe w tym sezonie, natomiast Genoa uległa w tym sezonie na swoim boisku tylko jednemu rywalowi – Interowi. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności kurs na gospodarzy został zawyżony, więc chętnie z niego skorzystam.

Udinese vs Lazio – over 2.5 @ 1.98

Rzut oka w statystyki: trzy ostatnie spotkania między tymi drużynami zakończyły się wynikami 1:3, 3:3, 2:2. Obie drużyny mają w lidze więcej bramek straconych niż zdobytych, czyli obrona kuleje. 3 ostatnie spotkania Udinese to 3 porażki, w tym 2 overy. W każdym drużyna ta traciła bramkę. Po stronie Lazio jest nieco gorzej, ale w ostatnim meczu się trochę rozstrzelali (4:1 z Livorno) i liczę na to, że utrzymają ten zapał do gry. Do składu Udinese wraca Di Natale, strzelec 11 bramek w 14 meczach, które tam rozegrał, co stanowi kolejny argument za wzrostem ilości bramek. Ponadto w interesie żadnej z drużyn nie leży gra defensywna – ich pozycja w tabeli jest dużo poniżej oczekiwań, zwłaszcza w wypadku Lazio. Dobry typ moim zdaniem, szkoda tylko, że tak kurs od wczoraj spadł.

Juventus vs Milan – over 2.5 @ 1.98

Trudny do obstawienia mecz, jak każdy na najwyższym, europejskim poziomie. Obstawiać zwycięzcy bym się nie odważył, za to nie mam wątpliwości co do starań jakie włożą zawodnicy obu drużyn w to spotkanie. Mam tylko nadzieję, że zapał ten przełoży się na bramki. Statystyki popierają mój typ – średnia bramek na mecz w obu przypadkach przekracza 2.5. W każdym z ostatnich pięciu meczów Juventusu padał typowany przeze mnie over. Milan natomiast na, inaugurację rundy wiosennej, też sobie postrzelał – 7 bramek w meczu z Genoą mówi samo za siebie. Warto tylko zwrócić uwagę na to, jak te bramki padały: pierwsi nie strzelili Rossoneri, a więc i oni mają dziury w obronie.

Deportivo La Coruna vs Osasuna – 1 @ 1.90

Może tym razem liga hiszpańska będzie dla mnie łaskawsza. Deportivo – 6 miejsce w lidze, 4 mecze bez porażki – kontra Osasuna – 13 miejsce w lidze, 5 meczów bez zwycięstwa. Teoretycznie sezon dla Osasuny jest już stracony, nic więcej poza środkiem tabeli w tym roku nie ugra. Natomiast Depor walczy o europejskie puchary i ma zaledwie 2 punkty straty do Valencii, która zajmuje 3 miejsce w tabeli. Zespołów walczących o awans do strefy pucharowej jest w tej chwili aż 6, bo zajmujące 8 miejsce Atletico ma tylko 4 punkty straty do rzeczonej Valencii. Walka jest więc zacięta, a każde stracone punkty mogą przekreślić szanse na występ wśród najlepszych. Deportivo jest w formie – przed kilkoma dniami ograło właśnie Valencię w pucharze Hiszpanii, natomiast jeszcze wcześniej zremisowało z Realem Zaragoza na wyjeździe. Liczę na to, że tym razem pokuszą się o 3 punkty.

Deportivo Xerez vs Valencia – 2 @ 1.55

Podobna sytuacja jak powyżej, tyle tylko, że kurs niższy. Xerez zajmuje ostatnie miejsce w tabeli, jest w ciężkim dołku – passa 5 porażek, ostatni wygrany mecz (i jedyny w tym sezonie) w połowie października zeszłego roku. Natomiast Valencia, która – o czym pisałem wyżej – broni miejsca w strefie pucharowej, nie może sobie pozwolić na stratę punktów. Zresztą o ich sile świadczy fakt, że w tym sezonie na wyjeździe przegrali tylko jeden mecz! Chyba nie popsują sobie tego znakomitego wyniku i nie połamią sobie pazurków na praktycznie już drugoligowym Deportivo Xerez?

Real Madryt vs Majorka – over 2.5 @ 1.50

Sytuacja podobna, jak w dzisiejszym spotkaniu pomiędzy Juventusem a Milanem. Walczy czołówka tabeli (Real – 2, Majorka – 4), więc należy się spodziewać bramek. Wprawdzie obie drużyny mają zupełnie inne priorytety (Real goni Barcelonę, strata wynosi tylko 2 punkty, natomiast Majorka walczy o pozycję w europejskich pucharach z kilkoma innymi zespołami), to obie muszą ten mecz wygrać. Oba teamy są bardzo bramkostrzelne, zarazem dużo bramek tracą. Real jest liderem tabeli pod względem ilości strzelanych bramek. Średnia na mecz w obu przypadkach oscyluje w okolicy 3. Nawet kurs nie jest wysoki, więc wszystko wskazuje na to, że ten typ ma dużą szansę na powodzenie.

Wszystkie kupony na dziś znajdują się w boxie po prawej stronie, jakby ktoś był zainteresowany, może się zapoznać.

Niedziela – dzień wolny?

Nareszcie ta upragniona niedziela. Jakież to wspaniałe uczucie, kiedy po całym tygodniu pracy przychodzi weekend, a wtedy pora na zabawę, trzeba trochę potańczyć, jeszcze dorzucić do tego sprzątanie, jakieś zajęcia dodatkowe, wyjścia tu i tam, nigdy na nic nie ma czasu… A potem przychodzi niedziela – oaza spokoju i relaksu. Wreszcie można pospać do południa i posiedzieć przed telewizorem w wyciągniętym dresie.

Na pewno?

Niestety nie tym razem. W weekend nie było żadnej imprezy, w niedzielę nie ma odpoczynku – prosta zależność. Praca, nauka, korepetycje z matmy i jeszcze jakiegoś pierdolonego bloga muszę prowadzić! Kurwa!!!

Dobra, to może nuta na uspokojenie nerwów. Dla tych, co mają dziś czas i ochotę na relaks – mój ulubiony remix ze wszystkich remixów Depeche Mode‘ów, który zresztą znalazł się na płycie Remixes 81-04. Nagrał go niejaki Timo Maas, nie wiem kto to jest i nie wiem jaką muzykę tworzy, ale ten kawałek jest świetny, zwłaszcza na dobrych słuchawkach z dobrym tłumieniem i basem. Enjoy the Silence!

Bukmacherzy strzeżcie się!

Udało mi się wreszcie wrócić do typowania wyników meczów piłkarskich. Dzisiaj postawiłem pierwszy kupon. Miałem nadzieję, że uda mi się napisać jakieś analizy i wrzucić je tutaj, ale niestety – zabrakło czasu. Odśnieżanie, sprzątanie, zakupy – właściwie robiłem dzisiaj wszystko, byle się nie uczyć. W każdym razie na napisanie analiz czasu nie starczyło, poświęciłem go na zmodyfikowanie plików css tak, aby tabele wyglądały znośnie. Wrzucę więc, inauguracyjny mój wkład w tegoroczną rundę wiosenną, kupon, przy okazji chwaląc się dobrze wykonaną robotą w zakresie pisania stylów.


» Kupon 1 (09.01.2010)
1 AS Roma x:x Chievo Verona
09.01, 18:00; mój typ: 1 @ 1.55
2 Villareal x:x Almeria
09.01, 22:00; mój typ: 1 @ 1.45
3 Birmingham x:x Manchester Utd
09.01, 18:30; mój typ: under 2.5 @ 1.75
# Łączny kurs: 3.93; stawka: 5.15 PLN
Możliwa wygrana: 20.23 PLN


Dwa typy już mi weszły – zwycięstwo Romy nad Chievo Verona w Serie A i under 2.5 w meczu między Birmingham a Manchesterem United. Teraz trzymam kciuki za Żółte Łodzie Podwodne, jeśli się uda – inauguracyjny kupon zaliczam do udanych i rozpoczynam passę zwycięstw!

Po prawej stronie zaimplementowałem mały box o nazwie “Bukmacherka”, w którym znajdziecie szczegóły na temat moich obecnie granych bądź ostatnich kuponów. Są tam też małe statystyki na temat mojej gry. Jako, że właściwie zaczynam od początku, a i tak nigdy statystyk nie prowadziłem, to póki co są dość biedne, ale miejmy nadzieję, że w krótkim czasie się wypełnią, najlepiej samymi plusami.

Jutro pokuszę się o analizę meczów na niedzielny kupon. Tymczasem żegnam was czule, trzymajcie kciuki za Villareal oraz za moją naukę, do której właśnie, wszem i wobec, siadam.

Podaj cegłę i pomóż wprowadzić parytet

Miałem nie pisać na tym blogu o polityce, bo wszystkie możliwe żale na wszystkie możliwe decyzje polityczne zostały już pewnie wylane (a może nie?), a jakiekolwiek dywagowanie na te tematy mija się z sensem jak dla mnie. A szczególnie dyskusje na tematy tak idiotyczne, jak parytet. Ale zachęcony pewnym wykopem aż mnie naszła ochota na małą parodię. Oto o co się mianowicie rozchodzi (panie Boczek):

Mogą nas zawiesić w Radzie Europy, bo nie zastosowaliśmy parytetu @ wykop.pl

Nie wiem jakimi pobudkami kierowali się polscy politycy, nie stosując parytetu. Swym haniebnym występkiem zasłużyli na srogie potępienie. Uważam, że wspaniała idea równouprawnienia pod względem płci powinna mieć zastosowanie nie tylko przy rozważaniu składu delegacji do Rady Europy. Również w życiu codziennym stosujmy parytet! Na ten przykład parytet wojskowy, niech połowę żołnierzy w naszej armii stanowią kobiety. Generalnie w każdym zawodzie, o co powinny dbać związki zawodowe, powinien być parytet. Ba, nawet w samych związkach zawodowych połowę członków powinny stanowić kobiety. Mogą to być żony tej męskiej połowy, nieważne. Ważne, żeby były.

Postuluję o parytet na całym świecie! Niech połowę głów wszystkich państw świata stanowią kobiety. Przeprowadźmy losowanie i wylosujemy gdzie ma rządzić chłop, a gdzie baba, tak, żeby było po równo. O parytecie w Kościele Katolickim nawet nie będę wspominał, bo to ciężka sprawa. Powiem tylko, że moim zdaniem papież powinien być w połowie kobietą, jeśli mamy być fair. Albo niech weźmie ślub – jego żona będzie panią papieżową i wszystko będzie okej.

Proponuję również wprowadzić parytet w rodzinach. Niech obiad będzie gotowany na zmianę, raz gotuje mąż, a raz żona. Podobny podział obowiązków jeśli chodzi o płodzenie i rodzenie dzieci. Pójdźmy dalej – niech połowę członków rodziny stanowią kobiety, a połowę mężczyźni! Każde małżeństwo będzie zobowiązane do wyprodukowania takiej samej ilości męskich, jak i żeńskich potomków. W ostateczności, do realizacji tego celu, zastosować można odwieczną metodę, której prekursorem był Kronos. Wiecie, o co chodzi. A może da się to zrobić genetycznie?

Ale zaraz, co z dyskryminacją mężczyzn? Jest nas mniej na świecie. Teraz trzeba zadecydować: odstrzelić trochę bab, czy może niech zadziała chirurgia plastyczna i część z nich zmieni płeć? Zresztą i bez wyraźnego zalecenia Unii Europejskiej mam wrażenie, że staje się to coraz popularniejsze. Niestety również wśród facetów, więc cały misterny plan wziął w łeb…

Nie piszę tego tutaj, aby prowadzić jakieś polityczne dysputy. Temat wydał mi się wyjątkowo durny, więc chciałem się trochę pośmiać i ponabijać. Tak zupełnie serio to nie wyobrażam sobie, aby na połowę rządzących moim krajem stanowiły baby. I bez tego jest niezły burdel.




Aha, jeśli już jesteśmy przy temacie UE – nie martwcie się wszyscy jej przeciwnicy, cała ta piaskownica rozsypie się za kilkanaście lat. Tak przynajmniej uważa George Friedman, jakiś tam amerykański analityk czy ktoś tam. W każdym razie koleś wydał książkę, w której opisuje swoją – teoretycznie profesjonalisty – wizję świata na najbliższe sto lat. Co ciekawe – Polska ma być ogromna, od Bałtyku po Morze Śródziemne, Rosja się rozpadnie, nas zaatakuje Europa zachodnia i gigantyczne mocarstwo tureckie, a naszymi jedynymi sojusznikami będą Brytyjczycy (czyli de facto już Polacy, za jakieś 100 lat) i Amerykanie (a jakże!), którzy toczyć będą wojnę o panowanie nad Pacyfikiem z Japonią. Ciekawa wizja. Political fiction czy możliwe rozwiązanie?

Artykuł na ten temat @ Interia.pl

PS Wiem, przepraszam, Interia to syf, zdaję sobie z tego sprawę. Dlatego ciekaw jestem samej książki tego gościa, o którą się właściwie rozchodzi, ale sam artykuł to dobry początek. Nawet niegłupi.

“Jest piątek, tygodnia koniec i początek…

… na tarczy kilka minut po dziewiątej” – konkretnie po jedenastej, ale to nieważne. Można powiedzieć, że słowa Liroya w tym kawałku, który był chyba bardzo popularny kiedy miałem zaszczyt uczęszczać do podstawówki, są uniwersalne. W uniwersalizmie chodzi o to, aby dany przekaz był aktualny nie tylko wtedy, kiedy został stworzony, ale i później. A ja mam wrażenie, że ta piosenka, tytuł: “Impreza”, towarzyszy niektórym z nas w każdy piątek już od kilku ładnych lat.

W każdym razie zaczynamy piątek, najszczęśliwszy dzień tygodnia – przynajmniej dla uczniów i studentów – ponieważ ostatni i pierwszy zarazem. To właśnie dzisiaj widać największy kontrast między dniem pracy a dniem wolnym, to na ten moment, kiedy zadzwoni ostatni dzwonek, kiedy zmęczeni wrócimy do domu i rzucimy plecak w kąt, aby nie zaglądać do niego aż do poniedziałku – na ten moment oczekujemy całe, długie pięć dni.

Z moich zaawansowanych planów taktycznych i strategicznych wynika, że to ostatni piątek przed sesją, w który wypada nam, studentom, się trochę rozerwać. Tak przynajmniej jest w moim przypadku, skoro na ostatnie dwa tygodnie semestru przypada mi 8 kolokwiów, a to dopiero preludium do sesji. Właściwie to i dzisiaj powinienem się uczyć, ale w perspektywie trzech-czterech tygodni spędzonych nad książkami nie daruję sobie, czego i wam z całego serca życzę. Na dzisiaj wybitnie chałowy i kiczowaty kawałek, który – ja wam to mówię! – stanie się hitem tegorocznego lata: Stachursky – Dosko.

Na zakończenie chciałem oficjalnie odpowiedzieć na komentarz qosa, który jako jeden z nielicznych (albo i jedyny z nielicznych) ośmielił się skomentować mój poprzedni wpis. Otóż drogi qosie, skoro jesteś jednym z tych, którzy trafili na mojego bloga poprzez wyszukiwanie w google haseł związanych z “youtube porno” i “tsunami cycków” – wygrałeś. Tacy jak ty są najpotężniejszą grupą spośród odwiedzających tego bloga, więc nie mogę nie posłuchać twojego i waszego głosu. Ulegam presji społecznej i publikuję pod spodem film z ładną panią w roli głównej.