Siema!
Nowy semestr się dziś zaczyna, wraz z nim kolejna fala smutków i żali, które wypadałoby gdzieś uzewnętrznić zamiast je tłamsić w środku na darmo. Dlatego też ogłaszam wielki comeback mojej zajebistej osoby na moim zajebistym blogu. Przepraszam, że tak długo trwała moja nieobecność, ale miałem… yyy… no, pewne interesy do załatwienia. Brzmi to wiarygodnie?
No w każdym razie wróciłem aby rywalizować z emo martynką o miano najgorszego bloga w historii Internetu, więc teraz jest tak:
Fajnie, że przez ten czas kiedy nic się tutaj nie działo ilość odwiedzin tak bardzo się nie obniżyła. To tylko potwierdza moją teorię o tym, jakoby ludzie wchodzili tutaj tylko po to, żeby popatrzeć się na gołe panny. Właściwie to ich tu nie ma, ale tacy ludzie to desperaci i szukają wszędzie. Dlatego zwykle odwiedziny te są jednorazowe.
Tym, którzy jednak zdecydowali się przeczytać tutaj coś, również dziękuję. Największe słowa uznania należą się jednak tym, którzy coś skomentowali w przypływie weny twórczej. Ten nieoceniony wysiłek psychofizyczny jaki włożyli w wyrażenie swojego (najczęściej niepochlebnego, a więc wiedzeni irytacją i rozgoryczeniem moją głupotą) zdania na jakiś temat za pośrednictwem tutejszych komentarzy zasługuje na wszelkie uznanie.
Dzięki za to, że tak ochoczo komentujecie recenzję “Avatara”. Po jej lekturze dzisiaj dochodzę do wniosku, że jest słaba jak mechanicy Kubicy w Renault. Ale może to i dobrze – wystarczy napisać coś wyjątkowo durnego, aby wzbudzić zainteresowanie ludzi. Wiele osób tak robi karierę, zwłaszcza w polskim szoł biznesie, więc czemu nie ja? Ważnym plusem napisania czegoś kontrowersyjnego jest zainteresowanie gawiedzi, a przecież o to mi chodziło, cobym do siebie pisać nie musiał, tylko komuś dzień uprzyjemniał moim tekstem. Cóż, na razie prawie mi się udało – poza tym, że innym dzień raczej psuję.
W kwestii psucia dnia jeszcze – na dzisiaj zapowiadam trzecią część kwachowych niczym ogórki kiszone przez nasze babcie dowcipów, więc ci, którym mało mojej osoby na następne miesiące i ci, którym za mało jeszcze humor popsułem – zapraszam na wieczór!








czekam na dalsze posty.. muszę tu coś robić zanim wrócę do łodzi
:D