Słodko-kwaśne dowcipy 2
Z małym opóźnieniem, ale wiem, że wielce wyczekiwana – oto druga porcja Słodko-kwaśnych dowcipów. Miłego zakwaszania umysłów.
Pani w szkole prosi dzieci, aby zaproponowały jakieś zmiany w wystroju sali. Na to zgłasza się Jasio:
- Ja to bym pierdolnął różowy szlaczek na suficie – oznajmia.
- Jasiu! Marsz do dyrektora!
Dyrektor, dowiedziawszy się o zajściu, wezwał ojca Jasia. Gdy siedzą już w trójkę w jego gabinecie, dyrektor mówi:
- Jasiu, powiedz tacie to, co powiedziałeś pani podczas lekcji.
- Pani zapytała co byśmy zmienili w wystroju sali – tłumaczy się Jasio – więc powiedziałem, że pierdolnąłbym różowy szlaczek na suficie.
Ojciec wielce oburzony zwraca się do Jasia:
- Tego się po tobie, synu, nie spodziewałem. Przecież to by chujowo wyglądało.
Poszedł facet na zawody w baloniarstwie i nieźle wypadł.
Księża i zakonnice postanowili zagrać mecz piłki nożnej. W pewnym momencie jeden ksiądz strzela, ale piłka przelatuje daleko obok bramki.
- O kur… zeszła mi!
- Nie mów tak, bo zostaniesz ukarany – radzi mu oburzona zakonnica.
- Masz rację, przepraszam, już nie będę – odpowiada ksiądz.
Jednak znów, gdy ów ksiądz dostał piłkę i oddał strzał, lecz znów daleko obok bramki, krzyczy wniebogłosy:
- O kur… zeszła mi!!!
- Nie mów tak bo naprawdę zostaniesz ukarany! – radzi ta sama zakonnica.
- Przepraszam, teraz już naprawdę nie będę.
Sytuacja powtarza się kilkukrotnie, aż w końcu, po n-tym razie, z nieba strzela piorun i trafia zakonnicę. Po chwili słychać głos z góry:
- O kur… zeszła mi.
Pasek od spodni goni dupę po lesie. Dupa uciekła, dotarła do chatki dobrej wróżki i poprosiła, żeby wróżka zamieniła ją w ptaszka. Po godzinie ptaszek siada na gałęzi drzewa. Podchodzi do niego pasek od spodni i mówi:
- Ale dupa!
- Nie jestem dupa, jestem ptaszek!
- To zaśpiewaj!
- Pryk, pryk!
Smażą się dwa jajka na patelni, jedno mówi do drugiego:
- Ale tu gorąco!
A drugie na to:
- O kurwa! Gadające jajko!
Przychodzi baba do lekarza, cała w muchach.
- Co pani dolega?
- Zostałam zmuszona.
Pływają dwie rybki w akwarium i o czymś dyskutują. Dyskusja jest coraz bardziej zażarta, w końcu dochodzi do kłótni i rybki obrażone na siebie nawzajem odpływają w dwie różne strony. Mija jakiś czas, widać, że jedna z rybek mocno się zastanawia, po czym podpływa do drugiej i mówi:
- No dobrze, przyjmijmy, że nie ma Boga, w takim razie: KTO zmienia wodę w akwarium?!
Siedzi kilku informatyków i cały czas nawijają o komputerach. W końcu jeden mówi:
- Słuchajcie, pogadajmy o czymś innym np. o dupach.. .
Nastąpiła chwila ciszy i konsternacja… W końcu jeden się odzywa:
- Moja karta graficzna jest do dupy.
Ranek, po imprezie w Kanie Galilejskiej… Ludzie ostro skacowani, jeden zdobył się na błagalne westchnienie:
- Wyślijcie kogoś po wodę… – Po czym zaraz się zreflektował: – Tylko nie Jezusa!
- Dzień dobry, poproszę o opakowanie kwasu acetylosalicylowego.
- Chodzi o panu o aspirynę?
- Być może, nie mam pamięci do nazw.
Idzie sobie ulicą urocza dziewczyna z lodem. Podchodzi do niej chłopak:
- Nie chciałbym cię urazić, ani nie chciałbym, żebyś mnie źle zrozumiała, ale chciałbym, żebyś mi dała polizać.
Dziewczyna mocno zdziwiona, ale że uprzejma, to wyciąga w kierunku chłopaka rękę z lodem. Na to on mówi:
- Wiedziałem, że mnie źle zrozumiesz…
Na pracowniczy bal maskowy przyszli:
- sekretarka w masce kota,
- księgowa w masce królika,
- dyrektor w masce lwa,
- administrator sieci w masce 255.255.255.0.
Czym się roni słoń od fortepianu?
Fortepian można zasłonić, ale słona nie da się zafortepianić.
Czterech dresiarzy jedzie swoim odjechanym BMW. W pewnym, niefortunnym momencie walnął w nich maluch. Wkurzeni dresiarze wysiedli i podchodzą do malucha, jeden z nich wybił szybę, wyciągnął przez nią kierowcę i mówi:
- No, to teraz Ci wpierdolimy!
- Ależ panowie, to nie jest sprawiedliwe, ja tu jestem sam – słaby, mały, a was jest czterech…
Dresiarze odwrócili się by omówić sytuację i po chwili odwracają się i jeden z nich mówi:
- No dobra, to Łysy i Gruby są z tobą…
Na polance w środku Stumilowego Lasu siedzi Puchatek przy ognisku i piecze kiełbaski. Przychodzi Kłapouchy, więc Puchatek go grzecznie zaprasza, żeby się przyłączył. Kłapouchy siada przy ognisku, razem sobie pieką te kiełbaski, ale coś gadka się nie klei. Więc Kłapouchy, żeby rozluźnić atmosferę, zaczyna się Kubusiowi zwierzać:
- Wiesz Puchatku, ja to właściwie nie lubię Prosiaczka…
Na co Puchatek:
- To nie jedz.
Na koniec, podobnie, jak w poprzedniej edycji, mała próbka humoru Monty Pythona. Pozdrawiam!