Pora na małą garstkę zapowiedzi. Nadal w ramach noworocznych postanowień, oficjalnie oznajmiam, iż coś postanowiłem. W najbliższym czasie zamierzam wziąć się za kilka projektów, na które do tej pory nie starczało mi czasu (nie to, żeby czasu mi przybyło – po prostu postanowiłem się zorganizować), o których również będzie można tu poczytać w najbliższym czasie.
Pierwszy krok to powrót do bettingu, czyli obstawiania wyników meczów, głównie piłkarskich. To takie moje małe hobby, czasem nazywałem to nawet źródłem zarobków, ale to tylko wtedy, kiedy szło mi naprawdę dobrze. Dość długo ciągnąłem tą zabawę z prostego powodu – podobała mi się, nawet mimo strat (chociaż – wiem, wiem, każdy tak mówi – ale ja naprawdę w ogólnym rozrachunku jestem na zero!). Emocje, które przynosi wieczór, kiedy usiądzie się do komputera i drżącą ręką wpisze adres jakiejś strony, gdzie można sprawdzić wyniki ostatnich spotkań, są warte tych kilku złotych!
Udało mi się więc trochę zaoszczędzić, teraz tylko czekam na moment, w którym pieniążki znajdą się na internetowym koncie na expekcie. Zamierzam większość typów umieszczać tutaj, a nuż mi się pofarci i będę mógł się publicznie pochwalić jaki to ja znawca piłki nie jestem.
Dalsza sprawa to powrót do magiców – gry karcianej w realiach fantasy, Magic: the Gathering. Wiele osób pamięta ją jeszcze z dzieciństwa, kiedy rywalizowała z Pokemonami o prym wśród czołowych zabaw podwórkowych. Swego czasu trochę grałem, nawet turniejowo, być może znowu uda mi się złożyć jakąś talię i pobawić się kartonikami. Niestety, tanie to nie jest – trzeba wygospodarować jakieś 200-300zł, nawet nie po to, żeby rywalizować na dobrym poziomie z innymi, ale chociażby po to, aby nie wstydzić się swojego decka na stole. Toteż o tym pomyślimy później.
Co do bliższych i nieco bardziej realnych planów, od kilku miesięcy odkładam swoją aplikację na Gry-OnLine.pl, chyba największy w kraju portal o grach komputerowych. Już na początku wakacji przymierzałem się do powrotu do pisania, a namowy kolegi, który tam właśnie pracuje, szczypta znajomości i cały worek wolnego czasu miały mnie do tego zmotywować. No, niestety, wyszło jak zwykle – do dzisiaj temat nie został ruszony. Trudno, postanowienie noworoczne powzięte – trzeba coś w tym temacie ruszyć. Zwłaszcza, że to i praca dobra, i w pewnym zakresie realizacja moich pasji, a ja nadal nie potrafię się do tego zmusić.
A skoro już przy pisaniu jako-takim jesteśmy – udało mi się wrzucić pierwszy tekst na bloga, felieton, który jeszcze w październiku został opublikowany na łamach esports.pl, mojej ówczesnej (i, nie wykluczam, być może wciąż obecnej) piaskownicy, pt. “Parę łyżek dziegciu dla WCG Polska”. Można go znaleźć w zakładce “Teksty” na górze bądź pod tym linkiem. Postaram się podlinkować bądź wrzucić bezpośrednio na stronę wszystkie moje artykuły, które zostały tam opublikowane, jednak nie będzie to proste – po zmianie kodu źródłowego strony przeszło dwa lata temu, do dziś nie działa tamtejsza wyszukiwarka, przez co odnalezienie konkretnego tekstu, zwłaszcza tego, napisanego na wcześniejszej wersji portalu, jest raczej skomplikowane. Właściwie to obawiam się, że część mojej dawnej twórczości została utracona na zawsze. Nie to, żeby była warta lektury, ale ja sam chciałbym się dowiedzieć, już nie mówię o starości, ale choćby i dziś, jak i o czym pisałem mając te 13 lat, kiedy stawiałem pierwsze kroki na płaszczyźnie redaktorskiej. I właśnie po to, żeby również kolejne moje arcydzieła literackie nie uległy zatraceniu, postaram się je tutaj umieszczać, dopóki ich odnalezienie w zatłoczonym Internecie jest jeszcze możliwe.
Na koniec ostatnia (a jakże, czy to nie logiczne?) i najstraszniejsza zapowiedź: zapowiedź nauki. Obliczenia zostały dokonane. Do końca tego tygodnia nie mam żadnych zaliczeń, za niecałe trzy natomiast zaczynam sesję. W związku z tym w dziesięciu dniach roboczych zostanie zmieszczone CO NAJMNIEJ osiem kolkwiów, w tym dwie poprawy, które na mnie czekają. Piszę “co najmniej”, ponieważ skoro już dwie poprawki przede mną, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby było ich więcej. Do tego dochodzi sesja, w trakcie której wprawdzie (o ile mnie rachunki nie zawiodły) tylko dwa egzaminy ostrzą sobie na mnie zęby, ale za to dwa tak przeraźliwie ogromne, że sama myśl o nich jest gorsza od matury. Wobec tego – pora wziąć się za siebie!
A może od jutra?
Przy okazji napomknę tylko, że levelowanie mojej postaci na prywatnym serwerze WoW-a przebiega w zaplanowanym tempie. Turbodupka, gnomica warrior, jest już na 18 lvlu i już poleruje miecz, coby mógł świeżą krwią hordziaków w odpowiednim stylu się pokryć!
Być może kiedyś mnie podkusi i podlinkuję gdzieś w małym boxie w sidebarze po prawej linka do armory…
To tyle w dzisiejszej rubryce pt. “O wszystkim i o niczym, z przewagą niczego”.